Plotki o transferze Maxa Verstappena do Mercedesa rozgorzały na nowo latem, a samo spotkanie z Toto Wolffem w trakcie przerwy wakacyjnej, choć z pozoru niewinne, tylko dolało oliwy do ognia. Mistrz świata, który definitywnie zamierza dokończyć sezon z Red Bullem, przyznał, że ta „przysługująca sobie pogawędka” była fatalnym zbiegiem okoliczności w kontekście narastającej narracji o jego potencjalnej zmianie barw.

Sardyńskie spotkanie, czyli jak przypadkowe luksusowe wakacje podsycają spekulacje w F1
Sezon 2024 dla Red Bulla, pomimo technicznej dominacji, nie był absolutnie wolny od turbulencji, zwłaszcza w kontekście walki o władzę w zespole. Właśnie w tym trudnym okresie, gdy mówiło się o niezadowoleniu Holendra z kierunku rozwoju bolidu RB21, plotki o jego przejściu do Mercedesa odżyły z nową siłą. A co mogło bardziej podsycić ten medialny pożar niż przypadkowe spotkanie z Toto Wolffem?
Okazuje się, że Max Verstappen i szef Mercedesa zbiegli się na wakacjach na Sardynii. Choć portal GPblog szybko doniósł, że była to jedynie przyjacielska wymiana zdań, a nie tajne negocjacje, sam kierowca przyznaje, że sytuacji to nie sprzyjało.
Verstappen odniósł się do tego w wywiadzie dla Viaplay, przyznając, że po wcześniejszym zapewnieniu o pozostaniu w Red Bullu, obecność Wolffa w pobliżu była kłopotliwa. „Wyraźnie stwierdziłem, że zostaję [w Red Bullu]; fakt, że Toto i ja siedzieliśmy obok siebie na wakacjach, też nie pomógł” – skomentował Holender.
Dodał z humorem: „Kocham Sardynię, on kocha Sardynię. Kiedy tam dotarłem, pomyślałem: ‘O cholera’. Ale pomachałem do niego, zjedliśmy razem lunch, a dzieciaki się bawiły razem.” To jasny sygnał, że relacje między kierowcą a szefem ekipy z Brackley ewoluowały od zimnej wojny z 2021 roku do bardziej partnerskich. „Kiedy tam jesteś, rozmawia się o wszystkim, tylko nie o Formule 1. Od 2021 roku dogadujemy się dobrze. To się bardzo zmieniło. Można z nim i Susie prowadzić wiele przyjemnych rozmów” – wyjaśnił Verstappen. Choć to brzmi jak czysta socjologia, w świecie F1 każde takie spotkanie jest analizowane niczym telemetria z kwalifikacji.
Koniec ery numeru jeden? Zmiany w numeracji na sezon 2026
O ile spekulacje transferowe na jakiś czas ucichły (przynajmniej do momentu pisania tego tekstu), kalendarz F1 nie znosi próżni, a kierowcy muszą myśleć o nadchodzącej rewolucji technicznej i związanych z nią drobnych, ale symbolicznych zmianach. Dla Maxa Verstappena rok 2026 przyniesie korektę w kwestii numeru startowego.
Po tym, jak Lando Norris niespodziewanie zdobył tytuł Mistrza Świata (oczywiście, w tym hipotetycznym scenariuszu) Holender nie będzie mógł już używać prestiżowego numeru 1 na swoim bolidzie. Co ciekawe, 28-latek zdecydował się nie wracać do swojego pierwotnego, kultowego numeru 33. Zamiast tego, według doniesień, wybierze „trójkę”. Kierowcy zazwyczaj trzymają się swoich liczb jak przyczepności do asfaltu, dlatego decyzja o porzuceniu 33 na rzecz 3 jest intrygująca i z pewnością zostanie poddana analizie przez fanów.
Zmiany numeracji to nie tylko domena Maxa. Wiemy, że w stawce na 2026 rok szykują się jeszcze dwie modyfikacje numerów na bolidach. GPblog dowiedział się, że Lando Norris oraz debiutant Arvid Lindblad również planują odświeżyć swoje oznaczenia na karoserii. W Formule 1, gdzie branding i tożsamość kierowcy są niemal tak ważne jak wyścigowa prędkość, takie drobne detale stanowią nie lada gratkę dla analityków.