Wielkie zamieszanie po Grand Prix Las Vegas wstrząsnęło padokiem Formuły 1, a Max Verstappen, niepokonany mistrz, nie krył swojego sarkastycznego zadowolenia z problemów rywali. Dyskwalifikacja podwójna McLarena stała się dla niego „wczesnym prezentem na Boże Narodzenie”, ale jego komentarze rzucają więcej światła na szarą strefę regulaminu i praktyki w świecie F1, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Prezenty spod choinki, czyli co Verstappen myśli o kontrowersjach?
Kiedy na mecie wyścigu w Las Vegas Lando Norris i Oscar Piastri cieszyli się z potencjalnie najlepszego wyniku McLarena tego sezonu, rzeczywistość okazała się brutalna. Obaj kierowcy zostali zdyskwalifikowani z powodu nadmiernego zużycia podłogi, co przerosło dopuszczalne limity i naruszyło regulamin techniczny. Dla Maksa Verstappena, który wygrał ten chaotyczny wieczór, była to sytuacja wręcz idealna. Jak sam przyznał w rozmowie z Viaplay, odebrał to jako znakomite wsparcie.
„Myślę, że gdyby to sprawdzać co wyścig – to połowa z nich na pewno by odpadała.”
Holender, znany ze swojego bezpośredniego stylu, sugeruje, że regularnie bolidy przekraczają granice przepisów. Tłumaczył, że balansowanie na krawędzi regulaminu jest niemalże sportową koniecznością. Zespoły celowo szukają luk i maksymalnie wykorzystują tolerancję narzuconą przez FIA. Czasami ten balans kończy się sukcesem, a czasem – jak w przypadku McLarena – spektakularnym upadkiem.
„Oczywiście, zawsze próbujesz znaleźć granicę – wszyscy to robimy,” powiedział Verstappen. Czasem, jak wspomniał, uda się „prześlizgnąć” niezauważonym, bo przecież inspekcje nie obejmują każdego bolidu z równą intensywnością.
Czy biedniejsi są bezkarni? Ostra krytyka kontroli technicznych
To, co wybrzmiało najgłośniej, to opinia mistrza świata o selektywności kontroli technicznych. Verstappen sugeruje, że zespoły z tyłu stawki są traktowane znacznie łagodniej niż te z czołówki, jak Red Bull czy Ferrari. Zamiast równych zasad dla wszystkich, wydaje się istnieć niepisany podział, gdzie mniejsze ekipy rzadziej podlegają rygorystycznym kontrolom.
Był na tyle dosadny, że z uśmiechem stwierdził: „Myślę, że gdyby to sprawdzać co wyścig – to połowa z nich na pewno by odpadała,” odnosząc się do bolidów z niższych pozycji w klasyfikacji.
Oczywiście, Verstappen rozumie ograniczenia logistyczne FIA. Kontrola każdego bolidu w każdym detalu po każdym weekendzie wyścigowym jest logistycznym koszmarem i wymagałaby armii inżynierów. „Nie, potrzebowaliby do tego mnóstwa ludzi; to po prostu niemożliwe,” przyznał, wskazując na kwestie skalowalności agencji zarządzającej sportem. Mimo to, ta asymetria w egzekwowaniu przepisów pozostaje istotnym tematem dyskusji w środowisku Formuły 1.
Las Vegas: Nieoczekiwany walor dla widowiska
Dla Verstappena dyskwalifikacja Norrisa i Piastriego była swoistym „bonus”, który urozmaicił wyścig, który sam wygrał. Zauważył, że takie dramatyczne zwroty akcji są korzystne dla całego widowiska. Wyścig w Vegas, pomimo początkowych kontrowersji związanych z organizacją, dzięki tej decyzji zyskał dodatkowy smaczek.
„To przynajmniej sprawiło, że atmosfera była nieco bardziej ekscytująca. W przeciwnym razie nie rozmawialibyśmy o tym, jak blisko było w Abu Ziemi,” ironizował. Finalnie, sam przyznał, że cała ta sytuacja była pozytywna zarówno dla Formuły 1, jak i dla niego osobiście, choć natychmiast stonował entuzjazm, przypominając, że droga do kolejnego tytułu wciąż jest długa i wymaga ciężkiej pracy.