Sezon Formuły 1 2026 zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim nadchodzą zmiany, które fani uwielbiają analizować – a mianowicie numery startowe kierowców! Chociaż na torze liczy się prędkość i strategia, duma z posiadania ulubionej „liczby” potrafi rozgrzać paddock do czerwoności. Właśnie poznaliśmy kluczowe decyzje Maxa Verstappena i Lando Norrisa, ale co z resztą stawki? Przygotujcie się na przegląd numerologicznych rewolucji i powrotów w przyszłorocznej konfiguracji bolidów.

Wielkie numery na nowy rozdział: Verstappen w ogniu „trójki”, a Norris z Numerem 1
Zacznijmy od największej sensacji – Max Verstappen, który niedawno zdobył swój czwarty tytuł mistrza świata, postanowił powrócić do korzeni, rezygnując z potężnego numeru 1. Jak sam przyznał, jego ulubionym numerem jest „trójka”. To ciekawe posunięcie dla aktualnego czempiona, ale dla fanów Red Bulla powinno być to nostalgiczne przypomnienie czasów Daniela Ricciardo, który przecież z powodzeniem używał tej liczby w barwach austriackiego zespołu. Verstappen odrzucił przywilej jeżdżenia z „jedynką”, co jest rzadkością wśród dominujących kierowców.
Tymczasem świeżo upieczony mistrz, Lando Norris, nie miał żadnych oporów przed przejęciem tego najbardziej prestiżowego identyfikatora. „Świeżo ukoronowany mistrz świata nie zawahał się odziedziczyć kultowego numeru 1, który w przyszłym roku będzie widniał na McLarenie Lando Norrisa”. Decyzja Norrisa, by nosić numer 1, to symboliczny moment – po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczymy numer zarezerwowany dla mistrza świata na samochodzie McLarena. Czy to zapowiedź ery Brytyjczyka?
Ikony pozostają: Hamilton, Leclerc i Russell w swoich „świętych” liczbach
W świecie Formuły 1 pewne liczby stają się nierozerwalnie związane z danym kierowcą, niczym legendarny numer na koszulce futbolisty. W czołówce stawki sytuacja pozostaje stabilna, co cieszy purystów. Lewis Hamilton, wieczny posiadacz numeru #44, kontynuuje swoją misję w barwach Ferrari, gdzie również Charles Leclerc zachowuje swoje #16. Nie inaczej George Russell, który niezmiennie wybiera #63 dla Mercedesa. Również Oscar Piastri pozostaje wierny swojej liczbie #81 w barwach McLarena. To ta pewna stałość w chaosie zmian, której kibice potrzebują.
Powroty i debiuty: Klasyczne numery wracają do gry
Nadchodzący sezon to nie tylko zamiany na szczycie, ale także fascynujące powroty i debiuty. Fani będą świadkami odrodzenia dwóch kultowych liczb dzięki wejściu Cadillaca do Formuły 1. Sergio Pérez, który miał już okazję używać #11, powróci do niej w nowym garażu, a Valtteri Bottas znów będzie jeździł z numerem #77 na bolidzie amerykańskiego producenta. Jest to z pewnością historyczny moment dla tej marki i ciekawa zagadka, jak te doświadczone duety odnajdą się w nowym środowisku.
Dla tych, którzy szukają świeżej krwi, uwaga skierowana jest na Arvida Lindblada. Jako jedyny debiutant w stawce, Szwed zadebiutuje z numerem #41. Warto zauważyć, że poza tymi kluczowymi roszadami i wejściami, „wszystkie pozostałe numery startowe w stawce pozostaną niezmienione w stosunku do minionego sezonu”. Oznacza to, że większość kierowców utrzyma swoje dotychczasowe numery, co ułatwi identyfikację na torze.
Pełna lista startowa 2026: Kto z kim i pod jakim znakiem?
Aby ułatwić orientację w przyszłorocznej siatce, prezentujemy kompletną listę numerów startowych, które będą obowiązywać w sezonie 2026. Zwróćmy uwagę na to, co dzieje się w zespołach, które przechodzą największe restrukturyzacje, jak chociażby Mercedes, gdzie George Russell będzie współpracował z debiutującym Andreą Kimim Antonellim, który weźmie numer #12.
W Red Bullu, Verstappen z #3 będzie miał obok siebie Isacka Hadjara z numerem #6. W Ferrari, Hamilton (#44) i Leclerc (#16) tworzą potężny duet. Z kolei w zespole Williams, stery przejmą Alexander Albon (#23) oraz Carlos Sainz (#55), tworząc mocną parę. Racing Bulls postawi na Liama Lawsona (#30) i wspomnianego debiutanta Lindblada (#41). Nowe twarze w Audi – Nico Hulkenberga (#27) i Gabriela Bortoleto (#5) – z pewnością dodadzą pikanterii środkowi stawki, a Alpine postawi na doświadczenie Pierre’a Gasly’ego (#10) i młodego Franco Colapinto (#43). Wreszcie, Haas dokonał pełnej zmiany, z Estebanem Oconem (#31) i debiutującym Oliverem Bearmanem (#87) na pokładzie.