W oczekiwaniu na finał sezonu 2025 Formuły 1, atmosfera w padoku gęstnieje, a czołowi szefowie zespołów nie szczędzą mocnych słów. Szef Mercedesa, Toto Wolff, właśnie rzucił rękawicę, twierdząc, że szanse Maxa Verstappena na tytuł już przeminęły, a walka rozegra się wyłącznie między kierowcami McLarena. Czy to tylko próba psychologicznej gry, czy może austriacki potentat dostrzega coś, co umyka reszcie stawki?

Czy „okręt Verstappena zatonął”? Wolff stawia wszystko na McLaren
Komentarz Toto Wolffa, padający po Grand Prix Brazylii, wywołał spore poruszenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę dotychczasową dominację Red Bulla. Zespół z Brackley, choć sam nie walczy o mistrzostwo, ma doskonałe rozeznanie w dynamice presji na szczycie. Wolff jasno wskazuje, że 49-punktowa strata Verstappena do Lando Norrisa (i 25 punktów do Oscara Piastriego) jest już barierą nie do przeskoczenia, gdy do końca sezonu pozostały zaledwie trzy wyścigi.
Wolff, zapytany o to, jak McLaren radzi sobie z potencjalną walką wewnętrzną o tytuł mistrzowski – klasycznym koszmarem każdego teamu – wyraził zaskakująco pozytywną opinię. Jak sam stwierdził, ocenia zarządzanie sytuacją przez Woking bardzo wysoko:
„Myślę, że oni sobie z tym radzą bardzo dobrze. Bardzo dobrze, pozwalając im się ścigać. Nie widzę sytuacji, w której by się wzajemnie wykluczyli.”
Jednak to jego następne zdanie uderza najsilniej w Maxa Verstappena i Red Bulla:
„Ile punktów brakuje Maxowi? [49 do Lando, 25 do Piastriego] Dobrze, ten statek już odpłynął. Myślę, że po prostu pozwólmy im się ścigać, bez kontaktu.”
Te słowa sugerują, że według Wolffa, przewaga punktowa jest już na tyle znacząca, że Verstappen, nawet z najlepszym bolidem w ostatnich wyścigach, nie ma realnych szans na odrobienie strat w tak krótkim czasie, zwłaszcza że presja na lidera w ostatnich rundach jest zawsze ogromna.
Dwa konie w wyścigu: Lando kontra Oscar
Wolff jednoznacznie sprowadził rywalizację do walki między dwoma młodymi talentami McLarena. Aktualny układ sił, z Norrisem prowadzącym o 24 punkty nad Piastrim, stawia brytyjskiego kierowcę w nieco komfortowej, choć wciąż napiętej sytuacji. Wolff zauważa, że pomimo przewagi, żaden z nich nie może sobie pozwolić na błąd. To klasyczny dylemat „co za dużo, to niezdrowo” w kontekście walki o mistrzostwo.
„Ale oni nie mogą sobie pozwolić na DNF [nieukończenie wyścigu] też. Ponieważ wtedy sytuacja odwróci się w drugą stronę,” kontynuował szef Mercedesa, wskazując na delikatną równowagę sił.
Z perspektywy kibica, powtórzenie scenariusza, w którym walka rozstrzyga się na włosku w ostatnim wyścigu, jest marzeniem, ale Wolff zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności Team Principal:
„Oczywiście, z punktu widzenia widza, chciałbyś, aby to nie weszło do ostatniego wyścigu z podobną liczbą punktów. Ale on [Norris] był imponujący w ostatnich kilku wyścigach, tym, jak utrzymał nerwy i jak zdobywał punkty. Czy napięcie w zespole rośnie? Absolutnie. Ale jako szef zespołu, jako szef tutaj, musisz po prostu utrzymać nad tym kontrolę.”
To dobitne stwierdzenie, że wewnątrz zespołu McLaren panuje elektryzująca atmosfera, którą trzeba okiełznać, co Wolff ocenia jako wyzwanie, ale jednak poddane kontroli.
Czy Las Vegas może wywrócić stół, czy to tylko iluzja?
Przed nami Grand Prix Las Vegas, historycznie nieprzychylne dla bolidów McLarena. W ubiegłym sezonie, kiedy Verstappen zajmował tam piąte miejsce, Norris był szósty, a Piastri siódmy. Choć forma w tym roku jest zupełnie inna, charakterystyka szybkiego toru ulicznego może sprzyjać bolidom o innych filozofiach aerodynamicznych.
Co ciekawe, Wolff sam przytacza statystyki z zeszłego roku, aby podkreślić dystans, jaki dzielił Red Bulla od czołówki, nawet gdy McLaren nie był optymalny. Max Verstappen był znacznie bliżej zwycięzcy, George’a Russella (kierowcy Mercedesa), tracąc nieco ponad 16 sekund. Tymczasem Lando Norris był blisko 43 sekundy za Mercedesem.
To zestawienie, choć historyczne, może być wykorzystane przez Wolffa jako subtelne przesłanie: nawet jeśli Norris i Piastri są teraz szybcy, Las Vegas może znów pokazać, kto faktycznie kontroluje prędkość absolutną – a to wciąż niekoniecznie muszą być „Papaje”. Niemniej jednak, patrząc na obecne straty punktowe, to McLaren ma wszystko w swoich rękach, a Max Verstappen musi liczyć na spektakularny zbieg okoliczności, aby Wolff zmienił swoje zdanie w kwestii „odpłynięcia statku”.