Relacja Zak Browna i Fernando Alonso to fascynująca historia lojalności, frustracji i gotowości do skoku w nieznane, która doskonale oddaje charakter obu postaci. Podczas gdy lata 2015–2018 w McLarenie były pasmem udręki dla Hiszpana z powodu problemów technicznych, szef brytyjskiego zespołu dostrzega w nim unikalny ogień, który rzadko gości na obecnej siatce Formuły 1. Ten podziw nie wziął się znikąd – Brown z bliska obserwował, jak dwukrotny mistrz świata decyduje się porzucić walkę o punkty w F1, by rzucić wyzwanie amerykańskiej ikonie motorsportu.

Dlaczego Zak Brown podziwia „Alonza”? Bo ośmielił się na Indy 500
Współpraca Fernando Alonso z Zakiem Brownem, obejmująca czteroletni, naznaczony awariami powrót do McLarena (2015–2018), dała dyrektorowi McLarena unikalną perspektywę na mentalność kierowcy. Choć ten okres był dla Alonso pasmem sportowej męki, związanej z wadliwymi jednostkami napędowymi i brakiem konkurencyjności, Brown patrzy na ten czas z perspektywy głębokiego szacunku.
Kluczowym momentem, który ugruntował ten podziw, była decyzja Alonso o opuszczeniu Grand Prix Monako, aby spróbować swoich sił w Indianapolis 500. To był akt, który, jak twierdzi Brown, niewielu kierowców F1 w ogóle rozważyłoby.
„Dlatego jestem tak wielkim amatorem Fernando Alonso” – wyznał Brown w rozmowie z BAT. „Kiedy on powiedział: 'Chodźmy na Indy [Indianapolis 500]’, niewielu, jeśli w ogóle jacyś, kierowców z siatki Formuły 1 powiedziałoby: 'Chodźmy spróbować’.”
To nie była tylko deklaracja, ale prawdziwe zanurzenie się w kompletnie innej dyscyplinie, wymagającej wszechstronności na niespotykaną skalę w nowoczesnym wyścigowym świecie. Kiedy Alonso po raz pierwszy zasiadł za kierownicą bolidu IndyCar, realia tego wyzwania uderzyły go z pełną mocą.
„I myślę, że po tym, jak się zapisał, przejechał pierwsze kilka okrążeń i po prostu pomyślał: 'O mój Boże’. Kara, 230 mil na godzinę. To jest szaleństwo”.
Hiszpan, znany ze swojej niesamowitej zdolności do adaptacji, nigdy nie zdołał wygrać Indy 500, mimo obiecujących wyników w 2017 roku. Dwa lata później z kolei nie zakwalifikował się do udziału w chaotycznym „Bump Day”. Mimo braku triumfu na owalach, sam pomysł podjęcia tego ekstremalnego wyzwania świadczy o jego sportowej duszy, co Brown ceni bezgranicznie.
Czy Fernando Alonso wciąż ma „25 lat”? Pasja, która nie rdzewieje
Fernando Alonso, najstarszy kierowca na obecnym gridzie, mający za sobą debiut w F1 w 2001 roku, udowadnia, że wiek to tylko liczba, zwłaszcza w kontekście tlenku węgla i opon. Weteran ściga się z pasją, która, jak zauważył jego były rywal, wydaje się być niezmieniona od epoki jego największych sukcesów.
Romain Grosjean, były kierowca F1, podkreślił to wrażenie, sugerując, że ogień w Hiszpanie płonie równie intensywnie, jak dwie dekady temu.
„Romain Grosjean powiedział, że czuje, iż Alonso nadal ma tę samą niesamowitą pasję do F1, co w 2005 roku.”
Dla Alonso, który w 2026 roku ma rozpocząć nowy rozdział z silnikami Hondy i bolidem projektowanym przez legendę inżynierii, Adriana Neweya, stawka jest wysoka – wciąż celuje w upragniony trzeci tytuł mistrza świata. To świadczy o nieugiętej ambicji, która sprawia, że Brown i inni eksperci spoglądają na niego z autentycznym podziwem, widząc w nim fenomen odporny na upływ czasu i sportowe rozczarowania.